Ekologia i urzędnicy.

in #polish8 months ago

Urzędnicy apelują : likwidujcie piece bo środowisko, bo ekologia, bo złe powietrze itd. W lutym tego roku postanowiłem ulec i zmienić piec opalowy na piec gazowy.

kopcenie.jpg
zdjęcie: google.pl

Na samym początku miesiąca powędrowałem do gazowni i złożyłem wniosek. Uśmiechnięta pani poinformowała mnie o warunkach i podpisaliśmy odpowiednią umowę. Miało to trwać od 3 do 5 miesięcy. Pomyślałem sobie: do zimy zdążymy.

Zadowolony powędrowałem do sklepu, kupiłem kocioł gazowy, zamówiłem też na kwiecień fachowców od instalacji gazowej i zadowolony czekam.

Na początku kwietnia przyjechali z gazowni i stwierdzili ze trzeba przenieść przyłącze na linie ogrodzenia bo nowe przepisy itd. Pogadali popatrzyli i pojechali. Po tygodniu przyszło pismo i rachunek na kwotę prawie 3000 zł za modernizację złącza. Zapłaciłem.

Przyszli fachowcy od instalacji. Wymontowali piec opałowy, zamontowali kocioł gazowy założyli rury do gazu, wszystko sprawdzili i poszli.

Pod koniec kwietnia przyjechali z gazowni wykopali dziurę, przenieśli złącze do linii ogrodzenia, założyli skrzynkę - ładną dużą żółtą. Dali kwity i pojechali.
Teraz tylko mapka i do urzędu.

Na początku maja złożyłem papiery o pozwolenie do urzędu miasta. Jaka to głupota najpierw zrobić wszystko potem ubiegać się o pozwolenie. Czy nie powinno być odwrotnie?

W urzędzie poinformowali mnie ze potrzebna jest ekspertyza kominiarska. No to dzwonie i umawiam. Przychodzi kominiarz: panie to jest zły komin, trzeba zrobić nowy do kotła kondensacyjnego. Ok, robimy. Po 2 tygodniach komin stoi. Piękny srebrny, wysoki i prężny. Czas do urzędu.

Mijają dwa tygodnie jest pismo z urzędu: odmowa. Ku... mać, zasuwamy do urzędu : bo przepisy się zmieniły i trzeba inną mapkę, dokładniejszą i coś tam jeszcze.
Wzywamy geodetę, ten wszystko mierzy, zajęło my to może że 20 minut i 500 w plecy. Pomiary wędrują do pani architekt która robi nowa mapkę.

Wszystko znów wraca do urzędu. Mijają wakacje a odpowiedzi brak. Dzwonię, ku.... znów odmowa. Tym razem sprawy powierzyłem pani architekt. Ona zaczęła w moim imieniu załatwiać sprawy. Urzędniczka, młoda świeżutka po studiach przyczepiała się nawet do najmniejszego błędu. Architekt nie wytrzymała złożyła skargę na urzędniczkę i umówiła spotkanie z panią prezydent. Sprawa trafiła do innej osoby.

Październik - robi się zimno, a my bez ogrzewania i ciepłej wody jak w średniowieczu, a na pokładzie w domu dwójka małych dzieci. Przychodzi odpowiedź z urzędu : jest zgoda!

Teraz tylko 2 tygodnie i można iść do gazowni złożyć do końca papiery.
W gazowni uśmiechnięta pani zdziwiona ze to tak długo to trwało, dała papiery do podpisania i kazała czekać. Opowiedziałem pani moja historię prosząc o priorytetowe załatwienie sprawy.

Mamy 5 listopad, zimno w nocy, ciepło w dzień, dzwoni telefon. Dzień dobry czy możemy dziś przyjechać i założyć licznik? O złociutki przyjeżdżaj nawet zaraz.
15 minut i jest gazownia, założyli licznik puścili gaz, sprawdzili szczelność. Teraz telefon do serwisanta od pieca.

Ten stwierdził że dziś ma wolne okienko to podjedzie. No i przyjechał. Powiedziałem że czekałem na pozwolenie tyle czasu a on do mnie: tylko tyle?

Serwisant opowiedział mi o ludziach którzy czekali nawet ponad rok, to ja się pytam: skoro chce walczyć o środowisko to czemu mam ponosić takie koszty i dlaczego mam czekać tak długo?